Lanuszka

Lanuszka
Lanuszka

wtorek, 11 czerwca 2013

Księgi


W pewnej bibliotece, gdzie było, nie pomnę,
Powodziły się księgi; a że niezbyt skromne,
Łajały się do woli różnymi języki.
Wchodzi bibliotekarz, pyta się kroniki:
"Dlaczego takie wrzaski?" - "Dlatego się swarzem 
Iżeś mnie śmiał położyć obok z kalendarzem." 
"Wszystko się tu porządnie - rzekł jej - posadziło:
On zmyśla to, co będzie, ty zmyślasz, co było."

Ignacy Krasicki:)) 

czwartek, 6 czerwca 2013

Pani Zima




Pewna wdowa miała dwie córki, z których jedna była ładna i pracowita, druga zaś brzydka i leniwa. Matka kochał jednak więcej brzydką i leniwą dziewczynkę, gdyż była to jej rodzona córka, ładna zaś i pracowita pasierbica musiała spełniać najcięższą robotę i być kopciuszkiem w domu. Biedna dziewczyna co dzień musiała siadać przy studni i prząść, aż krew ciekła jaj z palców.
Razu pewnego zdarzyła się, że od palców zakrwawił się i wrzeciono. Dziewczyna nachyliła się na studnią, by je obmyć, ale wrzeciono wymknęła jej się z ręki i wpadło do wody. Z płaczem pobiegła dziewczyn do macochy i opowiedziała jej, co się stało. Ale zła macocha wyłajała ją ostro i rzekła bez litości:
- Jeśli wrzuciłaś wrzeciono do studni, to musisz je także stamtąd wydobyć!
Wróciła więc dziewczyna do studni nie wiedząc, co począć. W obawie przed gniewem macochy wskoczyła do studni, aby wydobyć wrzeciono. W tej chwili straciła przytomność, a gdy się obudziła, znajdowała się na pięknej łące, oświetlonej blaskiem słonecznym i usianej tysiącami kwiatów. 
Poszła dziewczyna łąką przed siebie, aż doszła do wielkiego pieca, pełnego chleba. A rumiane bochenki wołały:
- Ach, wyjmij nas, ach wyjmij nas, bo się spalimy; dawno już jesteśmy upieczone!
Dziewczyna zbliżyła się , wzięła łopatę, leżącą opodal, i wyjęła wszystkie bochenki.
Po pewnym czasie doszła do jabłoni, okrytej tysiącami dojrzałych jabłek, które wołały:
- Ach, strząśnij nas, ach, strząśnij nas, dawno już jesteśmy dojrzałe!
Dziewczyna potrząsnęła drzewem, aż wszystkie jabłka pospadały. Potem złożyła je w jedno miejsce i poszła dalej.
Wreszcie doszła do małego domku, z którego wyglądała stara kobieta o wielkich zębach. Dziewczyna przelękła się bardzo i chciała uciekać, ale staruszka rzekła:
- Czego się boisz, drogie dziecię? Zostań u mnie! Jeśli starannie wykonywać będziesz wszelką robotę, niczego ci nie zabraknie. Musisz tylko uważać ścieląc moje łóżko, abyś dobrze trzepała pościel, bo gdy pierze z niej leci, śnieg pada na ziemi. Jestem bowiem panią Zimą.
Ponieważ staruszka przemawiała łagodnie, nabrała dziewczyna odwagi i przyjęła u niej służbę. Wszelką pracę spełniała ku jej zadowoleniu  i starannie trzepała pościel. Za to miała też u niej miłe życie, nigdy nie usłyszała złego słowa, a co dzień dostawała pieczyste i leguminę. 
Po pewnym czasie ogarnął dziewczynę smutek. Początkowo nie wiedziała sama, czego jej brak, ale potem zrozumiała, że trapi ją tęsknota za domem rodzinnym. Chociaż było jej tu tysiąc razy lepiej niż u macochy, tęskniła jednak za domem. Wreszcie rzekła do pani Zimy:
- Tęskno mi za domem, a choć dobrze jest mi tu na dole, muszę jednak wrócić na górę, do domu.
- Bardzo to pięknie - rzekła pani Zima - że tęsknisz za domem. Służyłaś mi pilnie, więc sam cię odprowadzę. 
I powiodła ją pod wysokie wrota. Kiedy je otwarto, spadł na dziewczynę złoty deszcz i tak przylgną do niej, że cała była złotem pokryta.
- Oto nagroda za twoją pilność - rzekła pani Zima i oddała jej także wrzeciono, której jej wpadło do studni.
Potem wrota zawarły się, a dziewczyna znalazła się na łące, w pobliżu domu swojej macochy.
A gdy wchodziła na podwórze, kogut, siedzący na płocie, zapiał:

- Kukurykuuu!
Nasza złota panienka znów jest tu!

Dziewczyna weszła do domu, a że cała okryta była złotem, macocha i siostra przyjęły ją dobrze. Opowiedziała im wszystko, co ją spotkało, a gdy macocha usłyszała o tym, chciała i swoją leniwą córkę posłać do pani Zimy, aby zdobyła także takie bogactwo. Kazała jej więc usiąść przy studni i prząść. Brzydka córka ukłuła się w palec cierniem, wrzuciła zakrwawione wrzeciono do studni i sama skoczyła za nim. 
Jak i siostra jej, znalazła się na pięknej łące i poszła tą samą drogą. Gdy doszła do pieca, bochenki zawołały:
- Ach, wyjmij nas, wyjmij, jesteśmy już upieczone!
Ale leniwa dziewczyna odparła:
- Ani mi się śni brudzić rąk! - i poszła dalej.
Gdy przybyła do jabłoni, jabłka zawołały:
- Ach, strząśnij nas, strząśnij, jesteśmy już dojrzałe!
Ale dziewczyna odparła:
- Ani mi się śni, mogłoby mi któreś spaść na głowę! - i poszła dalej.
Gdy przybyła przed dom pani Zimy, nie przestraszyła się wcale, bo słyszała już o jej zębach, i wnet zgodziła się do niej na służbę. Pierwszego dnia wysilała się, aby być pilną i grzeczną, gdyż myślała o spodziewanej nagrodzie. Ale już następnego dnia poczęła zaniedbywać pracę, a na trzeci dzień wcale nie chciała wstać rano. Nie zaścieliła też łóżka pani Zimy i nie wytrzepała poduszek. 
Toteż wkrótce pani Zima wymówiła jaj służbę. Leniwa dziewczynka rada była z tego i sądziła, że i na nią spadnie złoty deszcz. Pani Zima powiodła ją pod wysokie wrota, ale zamiast złota spadła na nią deszcz smoły. 
- Oto nagroda za twe lenistwo! - rzekła pani Zima i zamknęła wrota.
Wróciła więc leniwa dziewczyna do domu, cała oblana smołą, a kogut, siedzący na płocie, zapiał:

- Kukurykuuu!
Nasza brudna panienka znowu tu jest!

Smoła zaś tak się do niej przylepiła, że przez całe życie nie mogła jej zmyć.

Bracia Grimm:))

środa, 5 czerwca 2013

Bogacz i żebrak

Żebrak panu tłustemu, gdy się przypatrywał,
Płakał. Tegoż wieczora tłusty zachorował, 
Pękł z sadła. Dziedzic po nim gdy jałmużny sypie,
Śmiał się żebrak nazajutrz i upił na stypie.

Ignacy Krasicki:))

wtorek, 4 czerwca 2013

O myszce, ptaszku i kiełbasce


Pewnego razu myszka, ptaszek i kiełbaska zawarły ze sobą przyjaźń i zamieszkały we wspólnym gospodarstwie; długo żyły w dostatku i spokoju, obficie korzystając z dóbr tego świata. Do obowiązków ptaszka należało latać codziennie do lasu i przynosić drzewo na podpałkę. Myszka musiała nosić wodę, rozpalać ogień i nakrywać do stołu, kiełbaska zaś zajmowała się gotowaniem.
Komu zbyt dobrze się wiedzie, ten chciałby wciąż czegoś nowego! Pewnego dnia ptaszek na drodze spotkał innego ptaszka, któremu zaczął chwalić swój szczęśliwy los. Słysząc to obcy ptaszek nazwał go głupcem, który ciężko haruje, podczas gdy tamci dwoje leniuchują w domu. Myszka bowiem, skoro rozpaliła ogień i naniosła, mogła sobie odpoczywać w komorze, póki nie nadszedł czas, by nakryć do stołu. Kiełbaska stała przy garnkach i doglądała, czy potrawy gotują się jak należy, a kiedy zbliżała się pora posiłku, nurzała się w zupie lub jarzynie i już wszystko było gotowe, osolone i omaszczone. Ledwie ptaszek wrócił ze swym brzemieniem, wszyscy zasiadali do stołu, a nasyciwszy się szli spać i chrapali aż do białego rana; i żyło im się po królewsku.


Nazajutrz ptaszek, zbuntowany, nie chciał lecieć po drzewo, powiadając, że dość już długo służył za parobka i pozwalał robić z siebie durnia, że trzeba się wreszcie wymienić i na próbę inaczej rozłożyć zajęcia. Chociaż myszka i kiełbaska gwałtownie się przed tym broniły, ptaszek miał ostatnie słowo. Nie było więc innej rady i postanowiono ciągnąć losy: kiełbasce przypadło chodzić po drzewo, myszka została kucharką, a ptaszek miał nosić wodę. 
I cóż się stało? Kiełbaska wybrała się do lasu po drzewo, ptaszek rozpalił ogień, myszka nastawiła garnek z jedzeniem i oboje czekali, kiedy wróci kiełbaska z drzewem na dzień następny. Ponieważ kiełbaska jakoś długo nie wracała i zaczęły ich ogarniać jakieś niedobre przeczucia, ptaszek wyleciał jej na przeciw. Wkrótce spotkał prze drzewie psa , który potraktował nieszczęsną kiełbaskę jak bezbronny łup, rzucił się na nią i pożarł. Ptaszek oskarżył psa o rozbój w jasny dzień, nic jednak nie wskórał, pies bowiem oświadczył, że znalazł przy kiełbasce podejrzane listy i że należała jej się kara śmierci. 
Zasmucony ptaszek wziął drzewo, wrócił do domu i opowiedział, co słyszał i widział. Oboje podpadli w wielkie przygnębienie, postanowili jednak radzić sobie jakoś dalej i trzymać się razem. Ptaszek nakrył więc do stołu , myszka zaś zabrała się do przyprawiania posiłku i chciała już, za przykładem kiełbaski, wskoczyć do garnka i zanurzyć się w jarzynie, aby ją maścić. Nim to jednak uczyniła, oblazła cała ze skóry i życie postradała. 
Kiedy przyszedł ptaszek, żeby zanieść potrawę na stół, nie zastał kucharki. Przerażony, rozrzucił drewno, jął szukać jej po wszystkich kątach i nawoływać, ale kucharki nie znalazł. Przez nieuwagę sprawił, że drzewo zajęło się od ognia, tak że buchnęły płomienie, ptaszek wybiegł po wodę, ale wiadro wpadło do studni, pociągając go za sobą; nie miał już siły poderwać się i utonął.

Bracia Grimm:))


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Zagadka

Żył sobie niegdyś królewicz, który zapragnął ruszyć w świat i zabrał z sobą jednego tylko wiernego sługę. Pewnego dnie jechał przez ciemny las, a gdy wieczór zapadł, nie mógł znaleźć nigdzie schronienia i nie wiedział, gdzie spędzić noc. Wtem ujrzał maleńki domek, do którego zbliżała się młoda dziewczyna, a kiedy do niej podszedł, okazało się, że jest hoża i ładna. Królewicz zagadnął ją mówiąc:
- Drogie dziecko, czy mógłbym wraz ze swym sługą przenocować w waszym domu?
- Owszem - odparła dziewczyna smutnym głosem - możecie przenocować, ale ja nie radziłabym wam tego czynić.
- Czemuż to ? - zapytał królewicz.
Dziewczyna westchnęła i rzekła:
- Macoch moja jet w zmowie ze złymi siła mi i nie jest życzliwie usposobiona do obcych.
Królewicz zrozumiał, że stoi przed domkiem czarownicy, ale że ciemno już było i nie mógł jechać dalej, postanowił nieustraszony młodzieniec przenocować u niej. Starucha siedziała w fotelu przed ogniskiem i spojrzała czerwonymi oczami na przybysza.
- Dobry wieczór - zaskrzeczała i dodała życzliwie - siądźcie i wypocznijcie.
Rozdmuchała ogień, na którym gotowała coś na małym garnuszku. Pasierbica uprzedziła obu, aby byli ostrożni i niczego nie jedli ani nie pili, gdyż czarownica warzyła trujące napoje. Położyli się więc spać i spali spokojnie do rana.
Gdy królewicz gotował się już do odjazdu i siadł na konia, rzekła staruszka:
- Zaczekajcie chwilkę, pnie, przyniosę wam na pożegnanie puchar wina. - Ale gdy weszła do izby, królewicz odjechał i gdy staruszka wyszła znowu, zastała już tylko sługę, który ściągał jeszcze koniowi popręgi.
- Zanieś to swemu panu - rzekła, ale w tej chwili puchar rozprysnął się i trucizna oblała konia, który natychmiast padł martwy. Sług dogonił swego pana i opowiedział mu, co się stało. Nie chcąc zaś stracić prócz konia także siodła, wrócił po nie. Gdy jednak przybył do martwego konia, siedział już na jego ciel kruk.
- Kto wie, czy znajdziemy dziś coś lepszego! - pomyślał sługa, zabił kruka i zabrał go z sobą.
Cały dzień jechali znowu przez las, a końca jego nie było widać. Pod wieczór napotkali karczmę i zajechali do niej. Sługa dał gospodarzowi kruka, aby go im ugotował na wieczerzę. Tymczasem karczma, do której zajechali, była jaskinią zbójecką. Gdy się ściemniło, przybyło dwunastu zbójców, którzy chcieli zamordować obcego i ograbić go. Przedtem jednak zasiedli do wieczerzy. Karczmarz zaś i żona jego, czarownica, zasiedli z nimi. Zaledwie jednak przełknęli łyk zupy, zaprawionej mięsem kruka, padli wszyscy martwi na ziemię. Gdyż kruk skosztował już mięsa zatrutego konia i sam był zatruty. W całej karczmie pozostała tylko córka karczmarza, która była uczciwą dziewczyną. Otworzyła ona przed królewiczem  wszystkie drzwi i pokazała mu nagromadzone skarby. le królewicz nie chciał wziąć z nich nic, siadł na koń i odjechał ze sługą. 

Jechali długo, długo, aż przybyli do pewnego miasta, gdzie mieszkała piękna, lecz dumna królewna, która głosiła, że ten tylko zostanie jej mężem, kto zada jej zagadkę, której ona nie potrafi odgadnąć; gdy jednak odgadnie, śmiałek będzie musiał oddać głowę pod topór. Trzy dni miała do namysłu; był jednak tak mądra, że zawsze przed określonym terminem odgadywała zagadkę. Dziewięciu już młodzieńców zginęło w ten sposób, gdy królewicz przybył do owego miasta, oczarowany jej urodą, postanowił zaryzykować życie. 
Udał się więc do królewny i taką jej zadał zagadkę: "Co to jest: Ktoś nie uderzył żadnego, a zabił dwunastu?" Królewna nie wiedziała, co to jest, myślała, ale niczego nie mogła wymyślić. Poczęła szukać w księgach, ale nigdzie niczego podobnego nie mogła znaleźć. 
Słowem - mądrość jej skończyła się!
Nie widząc innej rady, zawołała królewna służebną i kazała jej zakraść się do sypialni królewicza i posłuchać, czy nie mówi on czegoś przez sen i nie zdradzi przypadkiem zagadki. Ale mądry sługa położył się do łóżka swego pana, a gdy służebna przyszła, zerwał jej płaszcz, którym się okryła i wypędził ją ruzgą.
Następnej nocy posłała królewna pokojówkę, aby ona popróbowała podsłuchiwania. Ale sługa zerwał jej płaszcz i wygnał ją precz. 
Królewicz sądził teraz, że trzeciej nocy będzie zupełnie bezpieczny i położył się do swego łóżka. Tymczasem królewna sama przyszła, otulona w szary płaszcz i siadła obok niego. A gdy sądziła, że już zasnął, przemówiła doń spodziewając się, że odpowie przez sen, jak się to często zdarza. On zaś wcale nie spał i wszystko doskonale słyszał. Zapytała go:
- Ktoś nie uderzył żadnego, co to znaczy?
A królewicz odparł:
- Kruk, który jadł mięso zatrutego konia i od tego zdechł.
Królewna pytał dalej:
- A jednak zabił dwunastu, co to znaczy?
- Dwunastu zbójców, którzy zjedli zupę z kruka i od tego umarli. 
Gdy już królewna znała zagadkę, chciała się wymknąć, ale zanim uciekła, królewicz zerwał jej szybko szary płaszcz.
Nazajutrz królewna ogłosiła, że odgadła zagadkę i przywołała dwunastu sędziów, przed którymi wyłuszczyła wszystko. Ale młodzieniec poprosił o posłuchanie i rzekł:
- Królewna zakradła się do mnie w nocy i wypytała mnie, gdyż inaczej nigdy by nie odgadła! 
Wówczas sędziwie rzekli:
- Daj nam dowód, że mówisz prawdę. 
Królewicz zawołał sługę i kazał mu przynieść trzy płaszcze, kiedy zaś sędziowie ujrzeli szary płaszcz, w którym chadzała zazwyczaj królewna, rzekli:
- Każcie przetkać ten płaszcz złotem i srebrem, posłuży wam  za płaszcz weselny!

Bracia Grimm:))

niedziela, 2 czerwca 2013

Dewotka

Dewotce służebnica w czymś przewiniła
Właśnie na ten czas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie w te słowa: "...i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy" - biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!

Ignacy Krasicki:))

sobota, 1 czerwca 2013

Diament i kryształ

Darmo tym być, do czego kto się nie urodził.
Kryształ brylantowy wielu oczy zwodził;
Gdy się więc na rubiny i szmaragi drożył,
Ktoś prawdziwy diament z nim obok położył.
Zgasł kryształ, a co niegdyś jaśniał u obrączki,
Ledwo go potem złotnik chciał zażyć do sprzączki.
Ignacy Krasicki:))